Dla Wyborczej: Politycy i społecznicy

Ze zdziwieniem czytam na łamach Wyborczej o podziale osób startujących w wyborach na “społeczników” i “polityków”. Pani Joanna Jaśkowiak i pan Lech Mergler podkreślają ten podział w swoich wypowiedziach.

Jako społecznik i polityk, muszę zaprotestować: taki podział w kontekście wyborów jest szkodliwy i wprowadza ludzi w błąd.

Bo jak nazwać kogoś, kto uprawia lub chce uprawiać politykę w Radzie Miasta, jeśli nie politykiem lub polityczką?

Niestety, przez okres PRL-u i transformacji ustrojowej utrwaliła się w Polsce (nie bez powodu) opinia, że „każdy polityk to złodziej”, więc i od polityki należy trzymać się z dala. A to najgorszy rodzaj samospełniającej się przepowiedni!

Jeśli „każdy polityk to złodziej”, to nikt, kto w to wierzy i ma kręgosłup moralny, nie będzie chciał być politykiem. I jaki jest efekt? Jeśli nic się nie zmieni, teraz i w przyszłości będą się garnąć do polityki ludzie, którzy nigdy nie powinni pełnić funkcji publicznych: cyniczni i chciwi.

Wszyscy mamy problem z polityką. Uwielbiamy o niej dyskutować i narzekać na polityków, ale przecież nie będziemy się “w tym babrać, bo to bagno”, prawda? Wmawiamy sobie, że to nie nasza sprawa, że polityka nas nie dotyczy.

Otóż dotyczy. Punktualność autobusów i tramwajów, dostępność miejsc w żłobku, jakość powietrza, zajęcia dla seniorów – to wszystko to przecież efekt polityki miejskiej. Udając, że jest inaczej, robimy sobie krzywdę.

Żeby nasze obrzydzenie do polityki kiedyś zniknęło, słowa „polityka” i „polityk” muszą najpierw przestać być wyzwiskami i wstydliwym tabu wśród normalnych, uczciwych ludzi. Muszą przestać kojarzyć się z pokrzykiwaniem w telewizyjnym studio i „Ja panu nie przerywałem!” Muszą przestać być określeniem na interesy przy szampanie i ośmiorniczkach. Muszą wrócić do swojego pierwotnego znaczenia.

Polityka może i powinna być sztuką wywierania wpływu i rządzenia miastem i państwem. Powinna być sporami o idee, nie o pieniądze. Powinna być troską o poznanianki i poznaniaków, a nie o osobiste lub partyjne interesy.

Wierzę, że tak myśląc o polityce można siebie nazywać politykiem i być z tego dumnym.

A że dzisiaj polityka jeszcze tak nie wygląda? Ja wierzę, że inna polityka jest możliwa. I mam nadzieję, że pani Jaśkowiak i pan Mergler również w to wierzą.

Zamiast więc dzielić kandydatów i kandydatki do Rady Miasta Poznania na tych “dobrych społeczników” i tych “złych polityków”, nakreślmy razem sensowniejsze linie podziału. Te, które pokażą wyborcom rzeczywiste różnice w naszych podejściach do polityki i zarządzania miastem.

Czy Poznań powinien zainwestować w mieszkania komunalne, czy lepiej pozostawić rozwiązanie problemu braku mieszkań deweloperom? Czy autobusy i tramwaje powinny być dla mieszkańców darmowe czy płatne, i na jakich zasadach?

O tych i innych rzeczach będziemy przed wyborami i po wyborach dyskutować. Nie o tym, czy dany polityk lub polityczka należy akurat do partii, czy do stowarzyszenia.

Łukasz Garczewski, społecznik i członek okręgu poznańskiego Partii Razem

Powyższy tekst został opublikowany w internetowym wydaniu Gazety Wyborczej 15 lutego 2018, jako komentarz do wcześniejszych wypowiedzi na łamach Gazety.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *