Czekając na znak

Czasem jakiś drobiazg po prostu niemożliwie irytuje. Takie niby nic, a człowiek zębami zgrzyta raz za razem. U mnie tak było ze znakiem drogowym na moim osiedlu.

Nie będzie to historia z pod znaku horroru lub tragikomedii. Ot, zwykła sprawa, zakończona sukcesem, która mam nadzieję zainspiruje was do podobnych działań.

Otóż, ze względu na kombinację mojej niepełnosprawności i lenistwa często jeżdżę taksówkami. Niestety moje osiedle, jak wiele poznańskich osiedli, jest specyficzne i ma pewien kruczek, który łatwo przegapić. Poniżej poglądowa mapka.

Wyjeżdżając z Obrzyca w Zamenhoffa można jechać w prawo do ronda Starołęka lub (niespodzianka!) w lewo przez tory tramwajowe do ronda Rataje. Możliwość skrętu w lewo jest jednak nieoczywista – na pierwszy rzut oka wygląda jak jazda pod prąd.

Nieoczywistą opcję jazdy w lewo w teorii obwieszczał znak drogowy. Znak był poczciwy i zapewne, w przeciwieństwie do mnie, dobrze pamiętał czasy Polski Ludowej, bo zdążył wyblaknąć niemal całkowicie i był przez to często niewidoczny dla kierowców.

A że zdarzało mi się nie zdążyć na czas zakrzyknąć z tylnego siedzenia taksówki „W lewo! Można w lewo!” to wyblakły znak powodował objazdy i mocno działał mi na nerwy.

Dlatego napisałem pismo do Zarządu Dróg Miejskich, a później drugie z załączonym zdjęciem. I tak na początku stycznia 2018 na osiedlu Piastowskim stanął nowy znak. Proste, prawda?

Przytoczyłem tę prostą historię żeby pokazać, że ulepszanie miasta to proces. Na efekt składają się setki, tysiące zmian małych i dużych. Wymieniony znak, załatana dziura, nowy chodnik. Ale także zmiany w ludziach i w życiu ludzi: dach nad głową, koniec z nałogiem, ciepły uśmiech. Ciągłe ulepszanie jakości życia na wielu frontach. Japończycy mówią na taki proces ciągłego ulepszania rzeczywistości kaizen.

I nawet jeśli tych zmian nie wprowadzamy własnymi rękoma, to powinniśmy – jako mieszkańcy i mieszkanki, obywatelki i obywatele – czuć się odpowiedzialni za zauważenie i wskazanie problemów w sposób rzeczowy i jasny odpowiednim służbom lub organizacjom.

W Poznaniu mieszka nas niemal pół miliona. Gdyby każdy wziął się za jedną rzecz w duchu kaizen, żylibyśmy w zupełnie odmienionym mieście. Ten tekst pokazuje, mam nadzieję, że zabieganie o zmiany nie zawsze jest trudne lub czasochłonne (choć dużo tu zależy od tego jaką konkretnie zmianę chcemy wprowadzić).

I tak sobie myślę, że zamiast czekać na znak, trzeba go czasem samodzielnie wymienić. Ja już swój mam, a ty?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *